Słowik i bilbil, czyli czego oczy nie widzą, to uszy usłyszą…

Słowik rozsławił swoje imię jako wybitny pieśniarz. A czy jego imię od „sławy” się wzięło? Grafika: J. G. Keulemans, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Drobny, niepozorny, szarawy ptaszek z dawien dawna cieszy się sławą niedoścignionego wokalnego wirtuoza awifauny. Hołd jego umiejętnościom składali najwybitniejsi mistrzowie pióra. Słowa podziwu dla jego głosu wyrażali najwięksi znawcy skrzydlatej braci:

Żaden ptak nie dorównuje mu pełnią tonów, miękkością głosu, siłą wyrazu i mistrzostwem opanowania gardła. Stanowczo osiągnęła tu natura szczyt tego, na co pod względem śpiewu ptasiego mogła się zdobyć. Mimo że słowiki słyszymy co roku, każdej wiosny ogarnia nas zdumienie, jakim sposobem tak mały ptak może wydobyć tę potężną skalę tonów. Raz brzmią jego trele, jak gdyby się perły sypały, to znów żałośnie fiuka, skarży się i płacze, po chwili delikatnie tylko potrąca jakichś strun, a potem głośno kląska i kończy zwrotkę radosną kaskadą. Śpiew jego jest coraz to inny: raz cichy i rzewny, to znów pełen ognia i temperamentu. W noc majową nie można się nasłuchać tej przedziwnej melodii.

Czytaj dalej

Reklamy