Wielkie Pu albo o czym puchacz z Puchatkiem by pogadał

Od lewej: puszczyk, pójdźka i puchacz. Łączy je coś więcej niż tylko bycie sową. Grafika: na podstawie ilustracji J. Wolfa i H. C. Richtera, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Zapisz

Kiedy byłam dzieckiem, a i jeszcze długo po tym, jak dzieckiem być przestałam, nie zastanawiałam się nad zasadnością imienia Kubusia Puchatka. W końcu to miś pluszowy, miękki, miły w dotyku, z okrąglutkim od nadmiernej konsumpcji miodu brzuszkiem – a więc puchaty. No bo tak dosłownie puchaty – czyli pokryty czymś, co przypomina puch – to Puchatek nie był: na rysunkach w książce jawił się jako miś z gatunku krótko- i gładkowłosych. I dopiero w latach swojej wczesnej dorosłości „odkryłam”, że ów miś ze Stumilowego Lasu został Puchatkiem przede wszystkim ze względów fonetycznych – bo jego angielski „pierwowzór” zwie się Pooh, co w języku Szekspira z puchem nie ma nic wspólnego, lecz jest odpowiednikiem naszego wykrzyknika phi!, wyrażającego lekceważenie, rozczarowanie lub niedowierzanie. Czytaj dalej „Wielkie Pu albo o czym puchacz z Puchatkiem by pogadał”