O cietrzewiu, który głuszcem był

Cietrzew nosi pradawną nazwę, sięgającą swoim rodowodem epoki praindoeuropejskiej. Grafika: J. Wolf, H. C. Richter, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Po przeprowadzeniu wnikliwego śledztwa stawiam cietrzewiowi zarzut kradzieży mienia imienia. Poszkodowanym jest głuszec. Jako materiał dowodowy posłużą między innymi nagrania głosu podejrzanego i poszkodowanego oraz obcojęzyczne imiona tego drugiego spokrewnione z imieniem tego pierwszego. Zacznijmy od dowodów leksykalnych. Czytaj dalej

Reklamy

Aztecka czakalaka

Czakalaka – tak samo jak dwaj inni przedstawiciele fauny amerykańskiej: kojot i ocelot – nosi w polszczyźnie nazwę zapożyczoną z języka nahuatl, zwanego też azteckim. Wizerunek czakalaki barwnej (Ortalis wagleri): J. G. Keulemans, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Poniżej można posłuchać głosu czakalaki północnej, która prawdopodobnie wykrzyczała swoje imię.

Czytaj dalej

O psie, który napsocił

Pies to jedno z najwcześniej udomowionych zwierząt, ale nie ma pewności, skąd się wzięła jego nazwa. Grafika: L. A. Fuertes, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Pies etymologom psikusy płata. Od dziesięcioleci głowią się oni nad jego rodowodem, ale niczego pewnego nie ustalili. Postawili jednak szereg hipotez dotyczących przeszłości naszego dzisiejszego bohatera leksykalnego, więc teraz mamy w czym wybierać.

Zaczniemy od hipotezy, którą wybitny polski etymolog Wiesław Boryś, autor „Słownika etymologicznego języka polskiego”, uznaje za najbardziej prawdopodobną. Czytaj dalej

Sowa i kawka, czyli krzyk przeszłości

„Sowa” i „kawka” to pradawne nazwy, przypuszczalnie powiązane ze sobą etymologicznie. Ilustracje: A. Thorburn, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Dziś upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu albo – jak powiedzieliby użytkownicy angielszczyzny – zabiję dwa ptaki jednym kamieniem (!). Zmobilizował mnie do tego Czytelnik, który poprosił o opracowanie etymologii słowa kawka. A tak się składa, że losy kawki splatają się zdaniem licznych badaczy z losami sowy, o której przeszłości zamierzałam Wam w najbliższym czasie opowiedzieć, w ramach spełnienia obietnicy danej we wpisie poświęconym puchaczowi, puszczykowi i pójdźce. Czytaj dalej

Wielkie Pu albo o czym puchacz z Puchatkiem by pogadał

Od lewej: puszczyk, pójdźka i puchacz. Łączy je coś więcej niż tylko bycie sową. Grafika: na podstawie ilustracji J. Wolfa i H. C. Richtera, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Zapisz

Kiedy byłam dzieckiem, a i jeszcze długo po tym, jak dzieckiem być przestałam, nie zastanawiałam się nad zasadnością imienia Kubusia Puchatka. W końcu to miś pluszowy, miękki, miły w dotyku, z okrąglutkim od nadmiernej konsumpcji miodu brzuszkiem – a więc puchaty. No bo tak dosłownie puchaty – czyli pokryty czymś, co przypomina puch – to Puchatek nie był: na rysunkach w książce jawił się jako miś z gatunku krótko- i gładkowłosych. I dopiero w latach swojej wczesnej dorosłości „odkryłam”, że ów miś ze Stumilowego Lasu został Puchatkiem przede wszystkim ze względów fonetycznych – bo jego angielski „pierwowzór” zwie się Pooh, co w języku Szekspira z puchem nie ma nic wspólnego, lecz jest odpowiednikiem naszego wykrzyknika phi!, wyrażającego lekceważenie, rozczarowanie lub niedowierzanie. Czytaj dalej

Słowik i bilbil, czyli czego oczy nie widzą, to uszy usłyszą…

Słowik rozsławił swoje imię jako wybitny pieśniarz. A czy jego imię od „sławy” się wzięło? Grafika: J. G. Keulemans, źródło: Biodiversity Heritage Library (DP).

Drobny, niepozorny, szarawy ptaszek z dawien dawna cieszy się sławą niedoścignionego wokalnego wirtuoza awifauny. Hołd jego umiejętnościom składali najwybitniejsi mistrzowie pióra. Słowa podziwu dla jego głosu wyrażali najwięksi znawcy skrzydlatej braci:

Żaden ptak nie dorównuje mu pełnią tonów, miękkością głosu, siłą wyrazu i mistrzostwem opanowania gardła. Stanowczo osiągnęła tu natura szczyt tego, na co pod względem śpiewu ptasiego mogła się zdobyć. Mimo że słowiki słyszymy co roku, każdej wiosny ogarnia nas zdumienie, jakim sposobem tak mały ptak może wydobyć tę potężną skalę tonów. Raz brzmią jego trele, jak gdyby się perły sypały, to znów żałośnie fiuka, skarży się i płacze, po chwili delikatnie tylko potrąca jakichś strun, a potem głośno kląska i kończy zwrotkę radosną kaskadą. Śpiew jego jest coraz to inny: raz cichy i rzewny, to znów pełen ognia i temperamentu. W noc majową nie można się nasłuchać tej przedziwnej melodii.

Czytaj dalej